Strzelały ognie z suchych szczap

i dymił w kotle smolny war.
Lecz widać kogoś było brak,
bo diabeł smutną minę miał.
Wtem nagle w cieniu dostrzegł mnie...
poczułem, że jest bardzo, bardzo źle.

Pomknąłem z trwogą w ciemny las
tratując bagna lepkie mchy.
Lecz w biegu tym nie miałem szans.
On gnał tuż za mną szczerząc kły.
I wtedy zawrzał we mnie gniew...
Mnie gonisz, mnie, mnie, mnie, mnie?

Rozprawy z diabłem nadszedł czas.
Rozbrzmiała walka w ciemną noc.
Łamanych kości nagły trzask,
w ten cios włożyłem całą moc.
W piorunach błysku, w stosie szmat
łamany legł na wróble strach.
W piorunach błysku, w stosie szmat
łamany legł na wróble strach.









Co wieczór tu przychodzę,

na murku siadam tym,
przypalam papierosa,
głęboko wciągam w płuca dym.

Ktoś przyjdzie, coś opowie,
usiądzie obok mnie;
wypalę papierosa,
do domu pójdę... nie jest źle.

ref.
Kto chce mieć to, co ma,
kto chce mieć, będzie miał.
Kto chce mieć to, co chce,
kto chce mieć, będzie miał.

Co wieczór tu przychodzę,
na murku siadam tym,
co wieczór jest tak samo...
Nie dzieje się nic.

Gdzieś każdy pędzi. Po co?
Czy ktoś z nich to wie?
Nie widzą nic, nie słyszą,
a tylko ciągle pędzą gdzieś.

ref.
Kto chce mieć...

Co wieczór tu przychodzę
i jutro przyjdę też.
Co wieczór jest tak samo
i tak po pracy mija dzień.

Co wieczór mam tu spokój,
spokojnie tutaj jest.
Co wieczór mam tu spokój
- naprawdę, nie jest źle.

ref.
Kto chce mieć...