Nie znasz takich słów,
którymi mogłabyś znów zatrzymać go.
Wariujesz, z dnia na dzień
gorzej z tobą jest. Gorzej jest niż źle.
Spokojnie, szkoda rąk, spokojnie
odłóż ją, ile żyć, ile żyć.
To, co czujesz, będzie twoje,
co myślisz, twoje jest, co powiesz,
będzie ich. A Wy, siedzicie, patrzycie.
ref.
Radź sobie sama, sobie radź, tory wołają.
Radź sobie sama, sobie radź.
Nie znasz takich miejsc,
do których mogłabyś biec, a tak blisko są.
Patrz, wstaje dzień,
będzie lepiej niż jest. no, odłóż ją.
A Wy siedzicie, patrzycie i coraz więcej widzicie.
W kuchni na stole, parę ścieżek,
twoich upadków, sztucznych uniesień.
Tory czekają na takie, jak Ty. Tory wołają.
Zwinięte w kłęby majaczenia
po kątach rzucam, bredzę coś,
a one, jakby od niechcenia,
wplątują się w mój mózg co noc.
ref.
Niosę, niosę, niosę, niosę ze sobą grzech.
Niosę, niosę, niosę, niosę szatana śmiech.
Proszę, proszę, proszę, proszę , to tylko pech,
to tylko pech.
Od potu mokra szyja, a na niej
pętle, pętle, pętle zaciskają się.
Już nawet nie pomaga granie.
Do okna skaczę, one trzymają mnie.
ref.
Niosę, niosę, niosę...